Andrzej Petroff urodził się w Warszawie 13 października 1990 roku. Był bardzo czułym, wrażliwym – szczególnie na piękno - dzieckiem. Lubił wędrówki i spacery. Lubił grać w szachy i nie lubił przegrywać. Ważny był dla niego dom, rodzice i rodzeństwo: Zawsze byłem do nich przywiązany. I właściwie bez nich nie wyobrażam sobie życia , bo dostałem od nich wszystko Wszystko co dobre

W wierszu Dom pisał :

Najcieplejsze miejsce naziemni

Najczulsze ,najbliższe sercu

Tutaj wszyscy mi mili

Każdy cieszy się z chwili

 

W domu jest wszystko

To znaczy twa rodzina

Bo dla niej przecież żyję

A ona mnie tu trzyma

 

Jest kot też i marzenia

Nie tylko kolorowe

W realiach tego świata

W mej duszy ustawione

 

 

 

 

 

 

 

Wraz z siostrą i bratem należał do harcerstwa (SH). Sześciokrotnie pielgrzymował wraz z Grupą Szarą WAPM do Częstochowy. Z neonami z ul. Długiej odbył swoją ostatnią podróż zagraniczną do Kolonii, na Światowe Dni Młodzieży. Podczas festiwali teatralnych w Teatrze Lalka uczył się krytyki teatralnej, redagując Za kurtyną” .Jego koledzy z redakcji pisali o nim: Kilka godzin po spotkaniu informacyjnym 25 maja tego roku odszedł- odszedł bezpowrotnie. Z festiwalem teatralnym związany był od jego pierwszej edycji. Wszyscy pamiętamy jego ostatni artykuł-nagrodzoną recenzję festiwalowego przedstawienia „Biały statek”. Był to tekst bardzo osobisty w którym Andrzej ukazał nam się jako widz, który nie chce zapomnieć o bolesnych prawdach otaczającego świata, dostrzegając, że teatr nie jest tylko rozrywką. Mimo wielu przyjaciół poznanych w licznych organizacjach, do których należał , w swoim buncie przeciwko rzeczywistości wydawał się jednak osamotniony. A przecież – jak pisał, żeby coś zmienić nie wystarczy bunt jednostki, lecz musi to być bunt dużej grupy „silnych” osób, które rozumieją dlaczego się buntują i wierzą w to co robią.” Uczył się gry aktorskiej u Machulskich. Był teatrem zafascynowany. Uczył się w szkole Podstawowej nr 12 – tu spotkał Pawła Jakubowskiego - swojego najlepszego nauczyciela i wychowawcę – oraz w Gimnazjum Społecznym nr 20 (Bednarska) w Warszawie. Z kolegami i koleżankami z obu szkół czuł się mocno związany. Jednak szukał przyjaźni bardzo głębokich.

W wierszu Samotność-Moi przyjaciele napisał:

Gdzieś na brzegu rzeki

Znalazłem moich przyjaciół

Byli tacy jak chciałem

Milczący i spokojni

 

Zechciałem –raz jeden

Porozmawiać z nimi

O szczęściu i smutku

O życiu pustyni

 

Zapytałem więc

Oni kazali mi odejść

Bo swym krzykiem

Płoszyłem im ryby

 

W gimnazjum spotkał miłość swojego życia, miłość, której nie był w stanie udźwignąć. Nikt nie zrozumiał jak wielka i tragiczna była ta jego miłość. W jednym z wierszy pisał :

Tej nocy nie było gwiazd

Prócz jednej z napisem obok:

„Spełniamy wszystkie marzenia”

Więc może spełnią i moje

 

Podążam tam i biegnę nawet

Myślę co stanie się gdy

Znów pójdę z nią na spotkanie

Podobne do tych z tamtych dni

 

I powiem : Czekałem na Ciebie

Tak ciężko było mi…

Tu mam dla Ciebie kwiat

On jak lic twych kolor

 

Przytulę wtedy ją

A szczęścia jej łzy

Chustką jedwabną wytrę

By już nie myśleć o tym

Co przykre było mi

 

Dochodzę w końcu i patrzę a tu

Czerwone neony klubu go-go

Zamykam oczy wyjmuję pistolet

W powietrzu z mej kurtki czerwony puch.

 

 

Andrzej działał jako woluntariusz, lubił pomagać ludziom. Pisał wiersze i prozę. Pozostawił ponad dwieście wierszy i innych tekstów. Jest w nich wielka tęsknota za Bogiem, wielką miłością i przyjaźnią. Dzielnie zmagał się ze swoimi ludzkimi słabościami, zdając sobie z nich sprawę. Całe życie poszukiwał miłości i piękna i te poszukiwania przelał na papier, wierszem, ale również w innych tekstach. Wiersze są niezwykle dojrzałe a przecież zaczął je pisać kilka lat przed śmiercią. 25 maja2006 miał tylko piętnaście i pół lat. Wiersze były dla niego bardzo ważne i dopiero dziś zaczynamy je doceniać i lepiej rozumieć. W jednym z nich pisał:

W mojej czarnej torbie

Zeszyt granatowy

W którym składam wiersze

Myśli prosto z głowy

 

Ten mój zeszyt granatowy

Jest mym skarbem-nie jedynym

Piszę w nim o sprawach serca

O tym co bym chciał uczynić

 

W mojej czarnej torbie

Jest też Norwid stary

Który przez swe wiersze

Dodaje mi wiary

 

 

Odszedł od nas 25 maja 2006 roku, pozostawiając po sobie ból, ale i swoją obecność w naszych sercach i swoje wiersze. I nadzieję, że gdy się z Nim spotkamy, opowie nam wszystko. Teraz możemy jedynie czynić to dobro, którego On jeszcze nie zdążył tu na ziemi uczynić - jak powiedział podczas mszy pogrzebowej ojciec Jacek Salij .Jak pewno wielu z was wie pisał ś.p. Andrzej wiersze. Wiersze przedziwnie dojrzałe. Przeczytam część jego wiersza. Napisał go – to jest też znak jakiś – w samą uroczystość Wniebowzięcia Matki Najświętszej 15 sierpnia 2004 roku. Mianowicie przewidując swój koniec, koniec piękny, niezwykle piękny, ufajmy, że to proroctwo jest prawdziwsze niż różne konkretne okoliczności jego odejścia z tego świata :

Gdy już czuję bliski koniec

Wzywam wszystkich i im mówię

By w miłości życia zawsze

By w swej wierze mieli bierzmo

 

Chwilę później nic nie widzę

A następnie błękit złoto

Widzę Boga i Maryję

Biegnę, biegnę ja z ochotą

 

Wokół moi są przodkowie

Patrzą wszyscy uśmiechnięci

A Diogenes krzyczy z czyśćca

Patrzcie oto idzie człowiek

 

Bóg mnie bierze odprowadza

Czuję wciąż ojcowską miłość

A on w końcu mówi głośno

Pokój dwieście idź tam szybko

 

Oj tak kochany Andrzeju .Życzymy Ci najserdeczniej żebyś zobaczył Boga i Maryję. Żeby Bóg Cię wziął i odprowadził .Żebyś na wieki czuł Jego Ojcowską miłość .O to się będziemy modlić. Ufam, że nie tylko dzisiaj. Amen.”

 

Tych którzy chcą napisać wspomnienie , lub wspomóc wydanie książki o Andrzeju prosimy o kontakt : andrzejpetroff@yahoo.pl

 

 

Pielgrzymując do Częstochowy z Grupą Szarą WAPM

 

Błogosławieństwo

 

Jak kropla pierwsza deszczu

Po wielu dniach upału

Spadając na twe czoło

Wybucha jak dynamit

 

Ekstaza, Osłupienie

To Boga jest westchnienie

To święty znak od niego

Nie spotka to każdego

 

Choć rzadki, to wspaniały

Jak oddech z Narnii lwa

Odwagi daje, siły

Ile trzeba Ci jej dać

 

I musisz to zatrzymać

Przynajmniej zapamiętać

To nie są ciągłe święta

To dar Błogosławieństwa

 

 

 

Muza

 

Narkotyk duszy artysty

Bez niej słowa puste blade

Bez niej wszystkie myśli szare

Z nią świat stokroć piękniejszy

 

Błądząc myślą kończę na niej

Bo w niej tylko spokój znajdę

Bez niej mój świat się rozpada

Bez niej każda myśl to zdrada

 

Jednak co się stanie kiedy

Jej zabraknie w moim życiu

Czy odnajdę wtedy siebie

Czy zakończy się me życie

 

Wiem jedynie tylko tyle

Dzięki niej ja wciąż tu żyję

Więc Ci Boże dziś dziękuję

Za to że mi jej pilnujesz

 

 

WSPOMNIENIA OSÓB ZWIĄZANYCH ZE Ś.P. ANDRZEJEM PETROFF

 

Stanisław Petroff, brat andrzeja.

 

     Pędzę razem z bratem przez Aleje Ujazdowskie do autobusu 509. Szansa że zdążymy go dostać jest niewielka i waży się w sekundach. Nogi pracują. Maszyna jest coraz bliżej. Obojętna, kupa metalu pomalowana na czerwono-żółto. Odwrócona tyłem powoli rusza. Jest już za późno. Bez wahania stwierdzamy pech. Następny kurs za 20 minut. Pozostaje nam tylko ruszyć z buta. Mnie ta perspektywa odstrasza. Z Placu Trzech na Plac Politechniki. Jestem zdenerwowany nie na żarty. Chcę wyrazić swoją wściekłość, powiedzieć coś złego na kierowcę. W końcu mógł chwilę dłużej przytrzymać dla nas otwarte drzwi…

    Patrzę na brata i uspokajam się. Nie widać po nim zdenerwowania. Nie rozważa całej sytuacji tak dogłębnie jak ja lecz szybko podejmuje prostą decyzję. Rusza w stronę Placu Konstytucji. Hej a co ze mną? No cóż, ja idę za nim.

 

Łukasz Kraszewski, kolega andrzeja z podstawówki i harcerstwa.

 

     Jakiś czas temu, przed odejściem Andrzeja, spotkałem go, gdy wychodziłem z domu do kolegi. Idę ulicą, patrzę a to nikt inny jak mój ziomek Andrzej Petroff. Wracał do domu z zakupami, jednak po krótkiej rozmowie postanowi, że mnie odprowadzi. Przez cały czas rozmawialiśmy na różne tematy, śmiejąc się przy tym i żartując. Andrzej odprowadził mnie do kolegi, pożegnał się i pojechał do domu.

Bardzo miło wspominam to spotkanie i wszystkie chwile spędzone z nim.

 

 

Angelika Karasińska, koleżanka andrzeja z gimnazjum.

 

     Jastrzębia Góra 2006, nasza ostatnia wycieczka klasowa. Pamiętam nas, Konfiturę (nazwa klasy- przyp. red.), wracającą z plaży. Nastroje były cudowne: śmiechy, rozmowy, ogólnie - zabawa!. Dziki szedł jakoś z przodu, rozmawiając z kolegami. Żeby wrócić do miejsca naszego zakwaterowania, trzeba było najpierw wejść pod górę, obok klifów. Droga była piaszczysta, więc zawsze było to nie lada wyzwaniem. W połowie drogi były schodki [ to tamtędy wchodziło się na Naszą Skarpę - najbardziej sentymentalne miejsce w Jastrzębiej], na którym przysiadywały osoby z młodzików wraz z ich wychowawczyniami. Dziki usiadł na schodkach i w przypływie dobrego humoru, a także weny aktorskiej, postanowił odegrać rolę tzw. menela. Rozłożywszy się na schodach, zachrypłym głosem, udając, że ledwo widzi malców, zaczął wypytywać, „co to za krasnale?". Myślałam, że dostanie mu się od wychowawczyń, ale te spojrzały tylko na niego i uśmiechnęły się pod nosem. Dzieciaki z początku wyglądały na przestraszone, ale zaraz potem zrozumiały, że to tylko żarty. My wszyscy mieliśmy natomiast świetny ubaw.

 

Marcin Delura, kolega andrzeja z podstawówki i harcerstwa.

 

     Pamiętam jak po nocnych podchodach wracaliśmy zastępem Mew do chatki. Na warcie został tylko Andrzej. Wszyscy byliśmy stuprocentowo przekonani, że od dawna śpi. Gdy doszliśmy, doznaliśmy miłego zaskoczenia.

     Przed chatką rozpalone było duże ognisko, a nasz zastępowy leżał i wpatrywał się w nie z zamyśleniem. Chociaż było już późno, położyliśmy się wokół ognia i rozmawialiśmy przez dobrych kilka godzin, ciągle dodając drewna.

To było takie wyjątkowe ognisko, z jakim się więcej nie spotkałem. Wtedy, pomimo, że byliśmy w jednakowym wieku, poczułem, że Andrzej naprawdę jest naszym przywódcą. Moim zastępowym.

 

Agnieszka Góral, znajoma andrzeja z pielgrzymki.

 

Z Andrzejem siedziałam przez cały czas w autokarze w trakcie pielgrzymki do Koloni. Swoją inteligencja i dojrzałością powalał mnie od pierwszych rozmów. To chłopak niezwykle utalentowany, o głębokiej wrażliwości artystycznej, bardzo ciekawych refleksjach. Długo nie chciał pokazać mi swoich wierszy, potem z własnej woli mi je podarował. Są świetne!

 Dotąd leżą u mnie na półeczce w pokoju obok Rilkego i Wojtyły. Andrzej wyprzedzał swoich rówieśników, pomimo młodego wieku można było gadać z Nim jak ze „starym”. To był chłopak, który rzeczywiście konkretnie szukał Boga, pomimo wszystkich syfów tego świata, które chciały Mu w tym przeszkodzić. Po Koloni przez kilka miesięcy mieliśmy kontakt. Chodził na katechezy neokatechumenalne. Pamiętam jak był na koncercie Budzego

 wraz z ukochaną Mamą. Gdy leżałam w szpitalu po wypadku autobusowym, przyszedł do mnie. Czytaliśmy teksty Himilsbacha i Maklakiewicza z "Rejsu' i "Wniebowziętych'. Jego walka nie jest przegrana. O nie. Kiedyś w Nowym Jeruzalem znowu będziemy się radośnie uśmiechać twarzą w twarz! Teraz Pan Go przytula, jak na pewnej ikonie Jezus przytula św. Jana. A Stwórca taki już jest, ze z największych choćby ciemności wyprowadza światło. Światło świeć!

 

 

Darmowy hosting zapewnia PRV.pl : ordertramadol, fppc, skatemag, tor.laskowice, mateuszta
Dziel sie multimediami na Patrz.pl